…czyli o tym, jakich porad nie dawać młodym naukowczyniom (i kobietom w ogóle).

Magazyn Science ma taką kolumnę „Ask Alice” (właściwie Dr Huang Alice) gdzie można szukać odpowiedzi na pytania, których z tych czy innych względów nie chcemy zadać naszym mentorom czy współpracownikom (taki naukowy odpowiednik Zapytaj Monikę). Pytania dotyczą szeroko rozumianej kariery naukowej.

Jednak ostatnie pytanie zadane przez pewną młodą naukowczynię trochę Alice przerosło.

molestowanie seksualne na uniwersytecie w akademii

Pytanie brzmiało (poniższe tłumaczenie jest moim własnym):

Właśnie przyłączyłam się do nowego labu w ramach mojego drugiego post-doca. To dobra praca. Jestem zadowolona z mojego projektu. Myślę, że może prowadzić do naprawdę dobrych rezultatów. Mój mentor jest dobrym naukowcem i wydaje się miłym facetem. Problem jest jednak taki: za każdym razem, kiedy spotykamy się w jego biurze, przyłapuję go jak patrzy mi w dekolt. Nie to, że to ma jakieś znaczenie, ale jest żonaty.

Co powinnam zrobić?

Poniżej wybieram kilka fragmentów odpowiedzi Alice, aby oddać sens jej wypowiedzi:

Wyobraź sobie, jak wyglądałoby życie, gdyby nie otaczały nas osoby odmiennej – lub preferowanej – płci. Byłoby całkiem nudno, ech? Cóż, czy podoba ci się to czy nie, miejsce pracy także jest częścią życia. (…)

uwaga…

Nie sugeruję, że gapienie się jest zachowaniem odpowiednim w miejscu pracy – nie jest – ale jest to ludzkie i myślę, że do pewnego momentu wybaczalne (…)

Tak długo, jak twój mentor nie posunie się dalej, sugeruję się z sytuacją pogodzić, jeśli możesz – zachowując przy tym dobry humor (…)

Jego uwaga skupiona na Twojej klatce piersiowej może i jest niemile widziana, jednak potrzebujesz jego uwagi na Twojej pracy oraz jego doradztwa.

Nie wiem, na czym się skupić – czy na tym, że takie zachowanie w ogóle nie powinno mieć miejsca w pracy? Czy na tym, że dobrą radą Alice jest zignorowanie go uśmiechem na ustach i uznanie go za „wybaczalne”?

[tweet 605455415283994624 align=’center’ ]

Nawet te „mniejsze” rzeczy – jak wpatrywanie się w biust – są częścią tego samego problemu. Radą udzielaną przez starszych naukowców nigdy nie powinno być jednak „zamknij się i uśmiechaj się dalej”. Nigdy nie powinniśmy sugerować, że takie zachowanie jest normalne, w porządku, akceptowalne czy przyzwoite.

[tweet 605422555797852162 align=’center’]

Jeśli idzie o samą Dr Huang, nie uważa ona wcale, że zrobiła coś złego:

Staram się dawać rady wypływające z doświadczenia, takie, które służyłyby pytającemu na dłuższą metę. Biorę sobie ich interesy do serca, nie staram się być po tej czy po tamtej stronie barykady czy wciskać własne agendy polityczne.

Nie, droga Alice, nie chodziło o wciskanie czegokolwiek, komukolwiek. Chodziło o udzielenie dobrej rady, a Pani rada taką nie była. W dodaktu nie na miejscu jest sugerowanie, że bycie przeciwko molestowaniu w miejscu pracy jest polityczną agendą czy opowiadaniem się po konkretnej stronie konfiktu.

Sprawa jest o tyle bardziej przykra, że takie słowa padają z ust osoby wpływowej i z ustabilizowaną pozycją naukową. Dr Huang jest byłą przewodniczącą ASM (Amerykańskiego Stowarzyszenia Mikrobiologii) i AAAS (American Association for the Advancement of Science). Jak zauważa jedna z komentatorek, jest to ogromna strata. Mamy do czynienia z osobą, która sama siebie pozbawia mocy dokonania zmian. Jeśli ktoś taki wyznaje pogląd (i przekazuje go młodszemu pokoleniu), że pewien stopień molestowania jest akceptowalny i nic nie można na niego poradzić, to rzeczywiście nie ma co się łudzić, że coś się zmieni.

Jest to tym bardziej przykre, że Dr Huang jest znana z działalności na rzecz równouprawnienia kobiet w nauce.

***

Niestety wiem z własnego doświadczenia, że molestowanie seksualne w murach akademickich jest trudnym problemem i gdy wysoko postawieni profesorowie kładą łapy na kolanach studentek, sugerują wspólne wycieczki do ubikacji czy dają do zrozumienia, że na następnym spotkaniu studentka powinna założyć obcisłe, białe dżinsy, nie każdy zdecyduje się o tym głośno mówić ze strachu o swoją karierę.

Jak pewnie zauważyliście, nie mam gotowej odpowiedzi na pytanie, co w takiej sytuacji powinno się robić, szczególnie, że mowa tutaj o raczej hermetycznym świecie akademickim, gdzie kariera niekoniecznie zależy tylko od umiejętności. Trochę praktycznych rad od osób mądrzejszych ode mnie znajdziecie jednak w tym i w tym komentarzu.

Być może lepszą odpowiedzią od tej, którą dała Alice byłoby przekazanie zmartwionej naukowczyni informacji o formalnych (lub nieformalnych) procedurach podejmowanych w takiej sytuacji i podkreślenie, że zachowanie jej szefa nie jest profesjonalne. Decyzja, co w takiej sytuacji zrobić (lub nie) powinna być jej własną decyzją, po wyważeniu wszystkich możliwych opcji. I owszem, jedną z tych decyzji może być przełknięcie śliny i udawanie, że nic takiego się nie stało.

Ale proszę, nie mówmy, że patrzenie na biust jest czymś normalnym w stosunkach szef-pracownik.

brain-40377_1280 roz2

Garść linków:

  • Po reakcji społeczności odpowiedź została usunięta, ale zarchiwizowaną stronę zobaczycie tu.
  • Trochę praktycznych rad i bardziej wnikliwych komentarzu blogerki Wandering Scientist oraz na Forbsie.
  • Napisano już wiele w angielskim internecie na ten temat; wiele linków do tego wpisu znalazłem przez (doskonały) blog NeuroDojo.
  • Nie zapomnijcie, że Neurobigos można śledzić na facebooku i twitterze.