…czyli dlaczego mam już tego wszystkiego po dziurki w nosie.

Autyzm dostaje się od pietruszki.

Na szczęście można go wyleczyć brokułami.

Autyzmy to przez szczepionki są, pan Andrzej mówił.

W dodatku te cesarskie cięcia też jakieś takie podejrzane.

Nie ma się jednak co martwić – na szczęście wystarczy odpowiednia dieta i po sprawie.

Tylko nie próbuj googlować, jaka dieta – w końcu sygnał wi-fi też może dać dziecku autyzm.

Panuje ostatnio moda na zwalanie winy za te wszystkie autystyczne dzieci na coś niespodziewanego. Najnowszym przykładem tego trendu jest wypowiedź Dr Stephanie Seneff z Massachusetts Institute of Technology (MIT). Dr Seneff jest renomowaną ekspert, biologiem i badaczem autyzmu z wieloletnim doświadczeniem kontrowersyjną w świecie naukowym profesor pracującą w Laboratorium Sztucznej Inteligencji i Informatyki, która zdobyła licencjat z biofizyki w 1968.

Innymi słowy, jest informatykiem, nie biologiem. Stwierdziła ona, że glifosat – herbicyt stosowany na uprawach roślin genetycznie modyfikowanych – powoduje autyzm.

Oczywiście, badań żadnych Dr Seneff nie przeprowadzała. Jej wnioski płyną z klasycznej, śmiechu wartej korelacji.

wykres

Korelacja przedstawiona przez Dr Seneff. Słupki to „liczba dzieci z autyzmem”, a czerwona linia to użycie glifosatu.

Nie będę zanadto rozpisywał się tutaj na temat samego „dowodu”. Doskonale zrobiono to w tym artykule, a także we wpisie na blogu Polityki. Dość powiedzieć, że do znudzenia powtarzana mantra „korelacja nie wskazuje na związek przyczynowy” nie wszystkich przekonuje.

W nauce korelacja jest czasami użyteczna we wskazaniu kierunku dalszych badań – jednak bez dowodów korelacja zostanie bezwartościową korelacją. Szczególnie, gdy substancja o której mowa (glifosat) wcale toksyczna dla ludzi nie jest (systematyczny przegląd tutaj) – tym samym szanse, że powiązanie glifosatu z autyzmem jest czymś więcej niż korelacją, spadają na łeb na szyję.

Dodajmy także, że skorelować można niemal wszystko – rosnąca częstość autyzmu jest także skorelowana ze zwiększeniem sprzedaży żywności ekologicznej (jak to zauważyli inni blogerzy komentujący rewelacje Dr Seneff). Paradoks, nieprawdaż?

Jak się pewnie domyślacie, Dr Seneff poza wspomnianą korelacją nie ma żadnych dowodów – i nie wydaje mi się, żeby była zainteresowana ich zdobyciem.

Hipoteza nie warta przetestowania

Ostatnimi czasy takich korelacji pojawia się więcej i więcej – niektóre z nich doczekują się nawet publikacji w czasopismach naukowych.

Jedno z tych nowszych, autorstwa Wojciecha i Ewy Pisuli pojawiło się w czasopiśmie „Medical Hypotheses” pod tytułem „Współczynnik chorobowości autyzmu i konsumpcja mięsa – hipoteza, którą należy przetestować”.

medical hypo

To nie żart. Mięso. A autyzm. Konkretniej – drób. Biorąc pod uwagę ostatnie sugestie, że nawer pietruszka powoduje autyzm, nawet ucieczka w wegetarianizm zdaje się nie być rozwiązaniem.

Kura

Gdzieś tam, w środku, czai się autyzm. Zdjęcie: Wikipedia

W artykule autorzy wysuwają hipotezę, która mogłaby wytłumaczyć wzrost zanotowanych przypadków autyzmu na przestrzeni ostatnich lat.

Autorzy przedstawiają nam dane z różnych krajów – przede wszystkim Chin, Wielkiej Brytanii i Izraela – pokazujące wzrost konsumpcji drobiu. Autorzy zauważają, że ilość przypadków autyzmu w tych krajach także rośnie – i przeprowadzili testy statystyczne potwierdzające korelacje.

I… to w zasadzie wszystko.

Wzrost konsumpcji mięsa w Izraelu – na żółto drób. Wykres z omawianego artykułu.

Wzrost notowanych przypadków autyzmu w Izraelu – graf z omawianego artykułu.

Spora część artykułu poświęcona jest dywagacjom na temat spadającej jakości mięsa, w związku ze stosowaniem w hodowli zwierząt antybiotyków, hodowli klatkowej, czy hormonów wzrostu. Autorzy proponują, że czynniki w jakiś sposób muszą odpowiadać za obserwowaną „epidemię” autyzmu. W „jakiś” sposób – bo oczywiście (jak zresztą w większości tekstów tego typu) autorzy nie są zainteresowani konkretnym mechanizmem lub prawdopodobieństwem związku jednego z drugim. Ważne, żeby pokazać korelację.

Ciekawy jest sposób, w jaki autorzy tlumaczą źródło problemu: jest nim nasze „starożytne pragnienie mięsa”, które robi z nas „niekrytycznych konsumentów”.

Zaznaczam pospiesznie, że nie chcę tutaj komentować etyki hodowli klatkowej czy jakości mięsa w ogóle. To, że coś jest marnej jakości nie oznacza od razu, że powoduje autyzm. Jestem pewien, że można argumentować za polepszeniem bytu zwierząt hodowalnych czy dyskutować o jakości mięsa bez straszenia autyzmem – są to oddzielne tematy, a autorom artykułu nie udało się raczej nikogo do swoich racji przekonać.

Co ciekawe, sami nie są chyba zbyt przekonani, bo jak zauważają z chwały godną szczerością, ich sugestie spotykają się z pewnymi ograniczeniami:

  • Żaden z autorów nie jest epidemiologiem. Nasze doświadczenie leży w innych dziedzinach, to znaczy psychologii porównawczej (pierwszy autor) oraz psychologii klicznej dziecka (drugi autor).

  • Dane tutaj przedstawione nie obejmują wystarczająco dużo materiału, by ułatwić formułowanie precyzyjnych hipotez.

  • Nie mieliśmy wystarczająco dużo danych by przeprowadzić analizy potwierdzające, dlatego ograniczyliśmy się do czysto korelacyjnych statystyk (…)

Ależ istotnie! Najbardziej jednak podoba mi się ostatni punkt, który jest w zasadzie parafrazą naszego ulubionego sloganu „korelacja nie wskazuje na przyczynowość”:

  • Jest bardzo prawdopodobne, że prawdziwa zmienna definitywnie wyjaśniająca zaobserwowane korelacje pozostaje ukryta i to, co widzimy tutaj, jest tylko powierzchownym aspektem zjawiska.

Mimo wszystko, autorzy kończą artykuł słowami:

Jednakże, korelacje przedstawione w tym artykule wydają się wystarczająco poważne, by zasługiwały na staranne zbadanie i uwagę ze strony środowisk naukowych.

Pozwolę sobie się z autorami nie zgodzić – bo idąc tym tokiem rozumowania, musielibyśmy także na poważnie wziąć powiązanie glifosatu z autyzmem.

Jeszcze jedna sprawa a propos powyższego artykułu – jak wspomniałem, został opublikowany w periodyku Medical Hypotheses. Periodyk ten jest jednak, delikatnie mówiąc, kontrowersyjny. Do niedawna artykuły do niego wysłane nie były poddawane recenzji naukowej, ale akceptowane przez jednego, samotnego edytora.

Periodyk znany jest raczej z publikacji artykułów z gatunku niesamowitych (jak ten sugerujący, że przyczyną schizofrenii jest chodzenie w szpilkach lub inny omawiający masturbację jako sposób walki z zatkanym nosem) lub totalnie bzdurnych – jak pewien artykuł (już wycofany), który sugerował, że nie ma dowodu na to, że HIV powoduje AIDS. Te ostatnie wywołały falę protestów ze strony środowisk naukowych i od tego czasu wydawca Elsevier obiecał sytuację poprawić.

heels

Przyczyna schizofrenii numer jeden. Zdjęcie: Wikipedia.

Czy tak się stało – nie jestem pewien. W każdym razie, periodyk ma dzisiaj raczej opinię zbioru artykułów zgoła kuriozalnych. Zastanawia mnie też – dlaczego wysyłać artykuł o autyźmie do publikacji właśnie w tym periodyku? Czy był wysłany gdzieś indziej i odrzucony? Naprawdę mnie to zastanawia.

Ciekawe jest to, że w tym samym czasopiśmie pojawił się także artykuł sugerujący, że przyczyną autyzmu są… perfumy.

„Epidemia” autyzmu – lub zaproszenie do badań korelacyjnych

To prawda, że obserwujemy wzrost zanotowanych przypadków autyzmu – opinia publiczna zaczęła mówić wręcz o jego „epidemii”. Naturalnie, zaczęto szukać także winnych, zakładając, że zachorowalność na autyzm nie może wzrosnąć samo z siebie – musi za tym stać czynnik zewnętrzny. Otworzyło to drzwi dla niezliczonych korelacji autyzmu z niemal wszystkim, co tylko możemy sobie wyobrazić – od wspomnianych już szczepionek, przez kolejność narodzin aż po sygnał wi-fi.

Jednak uważa się dzisiaj, że notowany „wzrost” jest związany przede wszystkim ze zmianą kryterii diagnozowania autyzmu, które z czasem stają się coraz to ogólniejsze i inkluzywne. Pisała o tym w zeszłym roku Maja Kochanowska na blogu Neuro-Skoki.

Obecnie właśnie takie wytłumaczenie zdaje się przeważać wśród środowisk naukowych. Jeśli twierdzimy inaczej, musielibyśmy zaoferować coś więcej, niż tylko korelację.

Powodujesz autyzm = nie masz racji

Wracając do Dr Seneff i jej twierdzeń na temat autyzmu i glifosatu – jest to kolejna jej próba znalezienia przyczyny autyzmu, i kolejna nieudana. Jeszcze niedawno twierdziła ona uparcie, że autyzm powodowany jest przez szczepionki. Być może zniechęciło ją ostatnie badanie uwzględniające ponad milion dzieci, które takie powiązanie (nie pierwszy raz zresztą) stanowczo odrzuciło.

Dr Seneff ma jednak poczucie misji. W jednym z wywiadów ujawnia ona swoją motywację…

Wzięłam na siebie zadanie rozwiązania tajemnicy autyzmu sześć lub siedem lat temu, ponieważ niepokoiła mnie rosnąca częstość występowania autyzmu w naszym kraju (…)

Więc przyglądałam się środowiskowym toksynom, ponieważ musi to być czynnik środowiskowy, albo kombinacja czynników środowiskowych.

Dr Seneff wykazuje się tutaj pewnością większą niż całe środowisko naukowców badających autyzm.

W dodatku, sam fakt, że Dr Seneff jest „naukowcem z MIT” zdaje się być wystarczającym dowodem na potwierdzenie jej racji – argument chętnie wykorzystywany w pewnych kręgach:

Posiadająca fakultety w dziedzinie biologii i toksykologii Seneff nie ma wątpliwości, że autyzm nie jest jedynie chorobą uwarunkowaną genetycznie. Rozwija się u dzieci, które zostały wystawione na działanie skrajnie niekorzystnych warunków, w tym u tych, którym zafundowano koktajl metali ciężkich, z aluminium włącznie.

Jest tego więcej:

Dane dr Seneff są jednak szczególnie ważne biorąc pod uwagę, jak bliska jest korelacja i, że pochodzą od naukowca z nieposzlakowaną opinią naukową.

Odnoszę wrażenie, że autyzm coraz częściej wykorzystywany jest w sporach w celu przekonania przeciwnika, że to, przeciwko czemu protestujemy, faktycznie jest złe.

437111726_640

„Sugeruje Pani, że glifosat da nam wszystkim TAAAAKI autyzm?” Źródło zdjęcia: Vimeo.

Częstość autyzmu rośnie, więc muszą być to toksyny. Jednak fakt, że czegoś nie lubisz nie oznacza od razu, że jest to przyczyną autyzmu.

Jeśliby tak byłoby faktycznie, to za autyzm odpowiedzialny byłyby ten chłopak na dworcu w Krakowie, który uderzył mnie z bara, bo „blokowałem mu przejście” (pozdrawiam!).

Rozumiem, że GMO to temat kontrowersyjny. Jednak jeśli ktoś próbuje „wygrać” argument strasząc autyzmem, nie mając żadnych dowodów naukowych na potwierdzenie swoich oskarżeń – jest to postawa skrajnie niemoralna.

Rodzice dzieci z autyzmem (lub dorośli z autyzmem) mają dość problemów, a w dzisiejszych czasach muszą dodatkowo borykać się z takimi bzdurami. Kiedyś oskarżano matki, że przyczyną autyzmu u ich dzieci jest ich oziębłość – słynna „matka lodówka”(refrigerator mother). Zanim taki związek obalono i zanim mit odszedł do lamusa – wyrządzono wiele szkód.

Wykorzystywanie przez Dr Seneff strachu przed autyzmem jest ciosem poniżej pasa – do tego nawet niewymierzonym bezpośrednio w przeciwnika.

Epilog – to kto jest winny?

Jak pisałem poprzednio – szukamy „winnego” i myślimy, że rozwiązanie „zagadki” będzie zaskakujące – autyzm jednak nie jest tajemnicą. Nie w takim sensie przynajmniej, że za autyzmem kryje się jedna, prosta przyczyna-niespodzianka. Jakby ktoś ten autyzm produkował i tylko czekać, aż w końcu go nakryjemy. Ciarki przechodzą nas po plecach – czyżby GMO? Czyżby szczepionki? Co, lub kto, powoduje autyzm?

Jest to choroba w dużej mierze genetyczna, a naukowcy na całym świecie próbują ją rozpracować. Jest to wprawdzie sprawa skomplikowana – ale to nie znaczy, że nauka stoi w tym względzie w miejscu. Wręcz przeciwnie. Doświadczenie pokazuje, że zwykłe korelacje, niepodparte dowodami, nie wnoszą niemal nic do naszej wiedzy o autyzmie. Pamiętajmy o tym, gdy będziemy czytać nagłówki o autyzmie powodowanym przez rytualne obrzezanie.

beee

Przynajmniej nie zapowiada się, aby zabrakło mi w tym roku tematów na bloga.

brain-40377_1280 roz2

Neurobigos można śledzić na Facebooku oraz Twitterze.