…czyli o niepoważnych nagłówkach, strasznych korelacjach i przerażających procentach słów kilka.

Ostatnie rewelacje na temat brokułów uzdrawiających autyzm czy pietruszkach je wywołujących zostały wzbogacone o kolejny nonsens.Tym razem chodzi o wpływ nienaturalnego porodu (cesarskiego cięcia) na autyzm.


Untitled

Poszło o metaanalizę (czyli analizę opublikowanych wcześniej badań), które pokazało, iż cesarskie cięcie zwiększa ryzyko wystąpienia autyzmu u dziecka o 23%. Wielki news – aż dziwne, że polskie media jeszcze tego nie podłapały. Z tego powodu nie byłem pewien, czy w ogóle o sprawie pisać. Okazuje się jednak, że łączenie autyzmu z cesarką nie jest czymś nowym i w poprzednich latach trochę się o tym mówiło. Do tego ostatnie rewelacje pewnej Pani o wpływie nienaturalnego porodu na psychikę przekonały mnie, że warto poruszyć temat i skomentować nowe badanie.

Robienie wody z mózgu rodzicom obawiających się o zdrowie własnych dzieci jest chyba jedną z bardziej nieetycznych rzeczy, jakie można sobie wyobrazić. A jednak, właśnie to osiągnięto serwując nam taki nieodpowiedzialny nagłówek. Przyjrzyjmy się, jakie informacje są nam tutaj przekazywane oraz jak mają się one do faktycznych badań.

Nagłówek przekazuje nam dwie informacje:

  • Zwiększenie ryzyka jest niebagatelne, bo wynosi aż 23%.
  • Cesarka zwiększa ryzyko autyzmu – mocno sugeruje się tutaj związek przyczynowo-skutkowy.

Obie informacje są zwodnicze i nie znajdują uzasadnienia w faktycznym stanie rzeczy. No to po kolei.

Straszne procenty, czyli wzrost ryzyka jest tak naprawdę minimalny.

W tym samym artykule, które zaserwował nam ten dziwaczny nagłówek, cytuje się autorów badania, którzy uspokajają:

Rodziców powinno się uspokoić i zapewnić, że ogólne ryzyko rozwinięcia się autyzmu u dziecka jest bardzo małe i że cesarskie cięcie jest w dużej mierze bezpieczną procedurą, oraz, jeśli jest wskazana z przyczyn medycznych, może ratować życie.

Czy 23% to dla nich naprawdę mało? Co z tymi naukowcami nie tak?

W zasadzie to nic – to pewien sposób interpretowania danych statystycznych jest problemem.

Co tak naprawdę oznacza wzrost o 23%? Informacja o wzroście jest bez znaczenia, jeśli nie znamy bazowego poziomu ryzyka. Załóżmy, dla uproszczenia, że częstość występowania autyzmu to 1% – innymi słowy, na każde 1000 osób, 10 zachoruje na autyzm. Wzrost o 23% liczymy od tych dziesięciu przypadków – okaże się, że wśród dzieci urodzonych przez cesarskie cięcie, około 12 zachoruje na autyzm. Innymi słowy, w tej grupie ryzyka, na każde 1000 osób, będziemy mieli jedynie dwa dodatkowe przypadki autyzmu. Już nie brzmi tak dramatycznie, prawda?

Jedno z nowszych badań szacuje, że na całym świecie częstość występowania autyzmu to 62 osoby na każde 10.000, czyli 0.62% (czyli nawet nie ten jeden procent). Wzrost o 23% będzie oznaczać, że częstość autyzmu wśród dzieci po cesarce będzie teraz wynosił 0.76%.

Poziom dramatyzmu spada na łeb na szyję (być może nawet o więcej, niż o 23% :). W dodatku nie ma się czego bać, ponieważ…

Badanie nie wskazuje na to, że zwiększone ryzyko jest spowodowane cesarką.

Jest to klasyczny błąd korelacji. Intuicyjnie myślimy, że skoro dwie rzeczy zostały ze sobą jakoś powiązane, to jedna musi być przyczyną drugiej. Niekoniecznie musi tak być.

Wyobraźmy sobie, że jesteśmy z innej planety i przylecieliśmy na Ziemię (dajmy na to, na wycieczce z zakładu pracy) i słyszymy pianie koguta o poranku. Niemal w tym samym momencie wschodzi słońce. Nie wiedząc wiele o kogutach i słońcu dojdziemy do wniosku, że to niepozorne zwierzę ma zdolność przywoływania wielkiej kuli ognia na nieboskłonie.

640px-Rooster_portrait2

Jakie tam niepozorne – spójrzcie tylko na te oczy. Zdjęcie: Wikipedia.

Innymi słowy, sama korelacja nie mówi nam wiele. Prawdziwa przyczyna może leżeć głębiej, niż to się na pierwszy rzut oka wydaje.

Pomyślmy – czy to cesarka sama w sobie wywołuje autyzm? A może coś, co sprawiło, że cesarka była konieczna, jest tym prawdziwym czynnikiem odpowiedzialnym za zwiększenie ryzyka? Jeśli próbujemy ustalić przyczyny czegokolwiek, takie ukryte czynniki (tzw. czynniki zakłócające, jeśli lubicie statystyczną terminologię) są dużym problemem. Staje się on o tyle większy, jeśli wiemy, że faktycznie takie czynniki zakłócające istnieją – a mimo to nie bierzemy ich pod uwagę w trakcie interpretowania badań.

Tutaj leży pies pogrzebany. Badania, którym przyglądała się Eileen Curran, wskazywały na korelację i w większości nie wzięły pod uwagę czynników zakłócających. Nie podają także wystarczająco dużo informacji, które pozwoliłyby potwierdzić rolę zabiegu cesarskiego cięcia w autyźmie. Nie brano pod uwagę takich rzeczy jak otyłość matki, płeć dziecka (zaskakujące, zważywszy na dysproporcje w diagnozowaniu autyzmu u chłopców), sytuacja społeczno-ekonomiczna (ta wiąże się z dostępem do opieki zdrowotnej), czy wiek matki.

Autorzy badania doskonale o tym wiedzą – to dlatego ostrzegają przed nieprawidłową interpretacją badania:

…przyszłe badania na temat roli caserskiego cięcia w autyźmie będą musiały ustalić, czy to powiązanie oznacza przyczynowość, czy też obserwujemy je z powodu rezydualnych lub niezmierzonych czynników zakłócających.

Autor artykułu w gazecie ignoruje więc fakty i pisze zwodniczy nagłówek – niestety, nie pierwszy i nie ostatni raz się z tym spotykamy.

Sprawa jest jednak jeszcze ciekawsza, ponieważ wyniki innych analiz wskazują, iż cesarka jest jedynie jednym z wielu czynników ryzyka.

Znakomita blogerka Emily Willingham (polecam!) opisuje analizę 40tu badań, które wskazały na inne czynniki powiązane z podwyższonym ryzykiem autyzmu. Są to między innymi komplikacje z pępowiną, komplikacje z płodem, rany lub trauma (fizyczna!) przy porodzie, krwotok matki, niska waga przy porodzie i inne. Nie znaleziono natomiast powiązań z zastosowaniem znieczulenia przy porodzie, rodzeniu po terminie, wysoką wagą dziecka, obwodem głowy.

Sugeruje to, że autyzm jest powiązany z pewnymi komplikacjami okołoporodowymi – sztuczne wywołanie porodu jest po prostu interwencją w obliczu takich komplikacji, co silnie sugeruje, że cesarka sama w sobie nie jest czynnikiem ryzyka. Przy okazji wskazuje to także na to, że przyglądanie się jedynie temu, w jaki sposób dziecko przyszło na świat (naturalnie lub sztucznie), ignorując przy tym wiele innych czynników, jest dużym niedopatrzeniem.

Dla przykładu, występowanie smółki (które sugeruje, że coś jest nie tak z płodem) zostało w tym badaniu powiązane ze wzrostem prawdopodobieństwa zdiagnozowania autyzmu na takim samym poziomie, jak sztuczne wywołanie porodu! Dodatkowo, niektóre z tych czynników, jak na przykład wysoka waga dziecka, czasami są powiązane z autyzmem, a czasami nie, malując jeszcze bardziej skomplikowany obraz sytuacji (zapraszam do zapoznania się z wpisem Emily, gdzie znajdziecie więcej szczegółów na temat tych badań).

Niemądre rady

Zdecydowanie warto podkreślać, że nie ma podstaw, by twierdzić, że cesarki czy „nienaturalny poród” mogą prowadzić do rozwoju autyzmu. Robienie burzy z niczego jest straszliwie nieetyczne. Niestety, są ludzie, którzy żerują na strachu:

B08RUAuIYAAj6nr

„Przemyślcie swój wybór, panienki”. Znalezione na Twitterze poprzez @sharonf

Oprócz doniesień medialnych w ostatnich latach możemy także znaleźć informacje na stronach oferujących informacje dla rodziców chorych dzieci – niestety, te ostatnie służą raczej dezinformacji. Dla przykładu, strona pewnej fundacji publikuje przetłumaczony artykuł Davida Bergera, w dziale nazwanym (o zgrozo) „Jak uchronić dziecko przed autyzmem”. Czytamy w nim: 

Zwiększone występowanie autyzmu zauważono u dzieci urodzonych przez cięcie cesarskie zarówno wynikające z konieczności, jak i zaplanowane. Logiczne jest podejrzewać, że w przypadku nagłej konieczności rozwiązania ciąży cięciem cesarskim wskutek zagrożenia dla płodu, stres wywołany brakiem przepływu do mózgu płodu może spowodować uszkodzenia mózgu objawiające się później jako autyzm.

Logiczne jest podejrzewać” nie jest równoznaczne z „udowodniono związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy cesarką a autyzmem”. Autor oczywiście idzie o krok dalej i zaleca unikanie cesarskiego cięcia:

Ryzyko wystąpienia autyzmu jest też podwyższone przy zaplanowanych procedurach cesarskiego cięcia, dlatego należy podjąć wszelkie wysiłki, by w miarę możliwości unikać takiego rozwiązania ciąży.

Wujek Dobra Rada to z niego nie jest.

Epilog – czy autyzm to tajemnicza choroba?

Naprawdę szkoda, że newsy tego typu są chętniej wyłapywane przez media. Jak mantrę powtarzamy, że autyzm jest „tajemniczą chorobą” – być może z tego powodu każde wyjaśnienie jest traktowane przez media tak niekrytycznie. Pamiętajmy jednak, że nasza wiedza o autyźmie jest już teraz ogromna. Naukowcy nie siedzą z założonymi rękami ani nie szukają przyczyn tam, gdzie ich nie ma. Najnowsze badania wskazują, że autyzm jest chorobą w dużej mierze o podłożu genetycznym. Najnowsza publikacja w Nature rozpoznaje 107 genów mających znaczenie w rozwoju autyzmu (50 z nich charakteryzuje się dużą pewnością statystyczną) oraz podkreśla rolę mutacji de novo w rozwoju choroby. Artykuł nie jest niestety aż tak opiewany – widocznie geny nie są już takie sexi.

Nauka idzie do przodu i dojdziemy w końcu do momentu, kiedy autyzm nie będzie „zagadkowy”. Tak naprawdę, to w pewnym sensie już nie jest. To, że nie mamy w ręku wszystkich odpowiedzi, nie jest spowodowane nieprzenikliwą mgłą tajemnicy, ale ograniczeniami metodologicznymi – a tak się składa, że metodologia rozwija się szybko i to, co dzisiaj stanowi przeszkodę, jutro już niekoniecznie musi nią być.

Nie spodziewajmy się klauna, który wyskoczy z pudełka i zdradzi nam tajemniczą przyczynę choroby. Odpowiedź leży w pogłębianiu wiedzy, którą już posiadamy.

Uważajmy więc na dramatyczne nagłówki – często nie mają one wiele wspólnego z faktyczną zawartością artykułu. pink

P.S. Zanim skończyłem swój wpis, na tym blogu pojawił się inny, mówiący w zasadzie o tym samym i poruszającym podobne aspekty – bo też nie bardzo można być tutaj odkrywczym. Podobne błędy były już wytykane w przeszłości, w innych kontekstach. Zapraszam, bo być może autorka wyjaśniła pewne aspekty lepiej ode mnie. Szczególnie polecam jednak blog Bad Science prowadzony przez Bena Goldacre’a, który chyba jako pierwszy zwracał uwagę na problemy z raportowaniem statystyk w nagłówkach.

P.S. Przypominam, że Neurobigos można sledzić na Facebooku i Twitterze, gdzie wrzucam nieco mniej poważne treści oraz informuję o nowych wpisach na bieżąco.

Bonus

Linki dla zainteresowanych solidna nauką na temat autyzmu, w dość przystępnym języku (ale po angielsku):

  • Publikacje Emily Willingham – polecam szczególnie rodzicom dzieci z autyzmem, blog jest niesamowitym źródłem wiedzy o chorobie.
  • Wpis na blogu Wiring the Brain, o tych prawdziwych i fałszywych przyczynach autyzmu.