…czyli pseudonaukowy mit w filmie Lucy i jego ciekawe konsekwencje.

Wielu z nas zadaje sobie pytanie – jak wykorzystać 100% mózgu? „Lucy” – dzieło wybitnego reżysera Luca Bessona – porusza naszą wyobraźnię, bo oto główna bohaterka (Scarlett Johansson) właśnie tego dokonała.

Jednak moim zdaniem (jako naukowca „od mózgu) film jest przerażający. W mych oczach jest to wizja post-apokaliptycznego świata, w którym czołowy naukowiec zajmujący się mózgiem (Morgan Freeman) twierdzi, że wykorzystujemy go jedynie w dziesięciu procentach. Jest to przerażające, bo w zupełności nijak ma się to do faktycznego stanu rzeczy.

Otóż „wykorzystywanie 10% mózgu” jest tylko mitem, do tego już wielokrotnie obalanym. Jednak powraca on od czasu do czasu i nie spodziewam się, byśmy szybko o nim zapomnieli (zupełnie jak jego siostrzany mit o logicznej lewej i kreatywnej prawej półkuli mózgu).

Jaki procent mózgu w takim razie wykorzystujemy naprawdę?

Odpowiedź jest prosta. Wszyscy wykorzystujemy nasz kochany mózg w 100%.

Jednak samo rozbieranie mitu na części pierwsze jest ciekawe i niesie za sobą kilka nieprzewidzianych, całkiem zabawnych konsekwnecji – dlatego przyjrzyjmy się sprawie bliżej.

Lucy, jak wykorzystać 100% mózgu

Skąd wziął się mit?

Ciężko jest to ustalić na pewno, jednak mamy pewne domysły. Jedna z teorii wskazuje na (o ironio) ojca psychologii, Williama Jamesa i jego artykuł z 1907 roku The Energies of Men, w którym pisał:

W porównaniu z tym, czym być powinniśmy, jesteśmy jedynie w połowie przebudzeni (…) Wykorzystujemy jedynie małą część naszych zasobów umysłowych i fizycznych.

Jednak prawdziwych kłopotów narobił dopiero autor jednej z pierwszych dobrze sprzedających się książek samorozwojowych (How to win friends and influence people), który przeinaczył powyższe stwierdzenie i dodał liczby wyssane z palca:

Profesor William James z Harvardu zwykł mawiać, że przeciętny człowiek rozwija jedynie dziesięć procent swoich ukrytych zdolności umysłowych.

Sami przyznacie, że mit trzyma się całkiem nieźle w niemal niezmienionej formie – powyższy cytat pochodzi z 1936 roku!

Podejrzewać można, że do utwierdzenia mitu przyczyniły się też nieprawidłowe interpretacje badań neurologicznych, w szczególności Wildera Penfielda. Przeprowadzał on efektowne demonstracje na otwartym mózgu, stymulując elektrycznie poszczególne jego części. Niektóre z nich prowadziły do dramatycznych efektów, jak na przykład halucynacje czy ruchy kończynami. Jednak niektóre ze stymulacji nie miały oczywistych efektów, co mogło dla osób postronnych sugerować brak konkretnych funkcji. Te części mózgu znane były jako „kora cicha” (silent cortex). Dziś wiemy jednak, jak wiele funkcji ta „cicha kora” spełnia. Podobnie zresztą, jak cała reszta mózgu.

Mam wrażenie, że dzisiaj także nietrudno o złą interpretację badań z zakresu neurobiologii. Bombarduje się nas w końcu obrazkami pokazującymi aktywację mózgu podczas konkretnych czynności, jak te poniżej (uczestnik wykonuje tutaj pewne zadanie pamięciowe):

jak wykorzystac 100% mozgu. jak wykorzystac mozliwości mózgu

Źródło zdjęcia: Wikipedia

Na pierwszy rzut oka wydawać się może, że faktycznie – podczas pewnych czynności aktywują się tylko wybrane części mózgu, podczas gdy reszta trwa bezczynnie. Tak jednak nie jest – w istocie przestrzeń całego mózgu jest w jakiś sposób aktywna. Naukowcy za pomocą różnych technik wyławiają z tego morza wysepki, w których aktywacja była najsilniejsza, najbardziej charakterystyczna dla danego procesu. Nie są to więc bynajmniej wysepki na martwym morzu.

Najoczywistszy dowód na nieprawdziwość mitu płynie więc ze skanów mózgu właśnie. Mózg jest nieustannie aktywny – nawet podczas snu. Ponadto, z ewolucyjnego punktu widzenia utrzymywanie czegoś, co działa jedynie w dziesięciu procentach nie byłoby najlepszym pomysłem, zważywszy na to, jak wiele energii mózg pożera.

Czy ktoś jeszcze w to wierzy?

Wygląda na to, że tak. Z badania przeprowadzonego na nauczycielach w Wielkiej Brytanii i Holandii wynika, że niemal połowa z nich wierzy w ten mit. Mity umierają powoli.

Gdy się nad tym przez chwile zastanowić, mit można rozumieć na wiele sposobów – może dlatego nie zawsze wyjaśnienia naukowców trafiają do opinii publicznej. Naukowcy rozumieją mit dosłownie, natomiast zwykły zjadacz chleba ma raczej na myśli to, że w każdym z nas drzemie niewykorzystany potencjał. To już raczej zupełnie inny temat – i ciężko w zasadzie obliczyć, jak wiele nowych informacji jesteśmy w stanie przyswoić podczas całego życia. Jednak jedna z wersji mitu sugeruje, że budząc te niewykorzystane 90% bylibyśmy zdolni do tak niewiarygodnych rzeczy, jak telepatia – czego mam nadzieję obalać nie muszę.

Ponadto rozumienie „niewykorzystanego potencjału” w sensie fizycznym, jako wielkiej części mózgu leżącej odłogiem i czekającej na jej uwolnienie jest dość zabawne i kryje za sobą ciekawe konsekwencje.

Jeśli prawdą byłoby, że wykorzystujemy tylko 10% mózgu, to…

1. Padlibyśmy trupem.

Dosłownie. Tak się składa, że móżdżek i tyłomózgowie zajmują już więcej niż 10% objętośći całego mózgu, a te obszary odpowiadają za takie rzeczy jak oddychanie czy utrzymanie równowagi. Zakładam, że potrzebujemy także jakichś zdolności poznawczych, pamięci, zmysłów – na to już by nam tych 10% raczej nie starczyło. Jeśli mamy do dyspozycji tylko tyle, co byśmy wybrali? Ciężka sprawa. Dodatkowo warto wspomnieć, że badania neuropsychologiczne pokazują nam, że nawet najmniejsze uszkodzenia mózgu powodują poważne utraty zdolności fizycznych czy też poznawczych.

2. Można by nazywać nas bezkarnie pawianim móżdżkiem.

Lub owczym. 10% wagi mózgu dorosłego człowieka (około 1400 gramów) to mniej więcej tyle, co mózg pawiana (137 gramów) lub owcy (140 gramów). Nie dorównalibyśmy jaguarowi (157 g) czy świni (180 g). Ups.

3. Bylibyśmy niezniszczalni.

Ok, to już może paradoks, jeśli weźmiemy pod uwagę punkt pierwszy. Ale załóżmy, że w jakiś niewytłumaczany sposób udaje nam się przeżyć z mózgiem działającym tylko w 10%. W takim wypadku uderzenia w głowę czy nawet pociski przelatujące przez mózg nie wyrządziłyby wiele szkód – w końcu większość mózgu jest bezużyteczna!

Jak wykorzystać 100% mózgu i jakie będą tego konsekwencje?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musimy uściślić, jak rozumiemy mit.

Jeśli chodzi po prostu o chęć uzyskania dostępu do 100% mózgu to… nie musimy robić nic konkretnego. Naprawdę! Nawet czytając ten wpis :)

Wykorzystujemy 100% naszego mózgu i wcale nie musimy żadnych niewykorzystanych zasobów uaktywniać – to znaczy, neurony nie leżą sobie bezczynnie tygodniami. Robiąc różne rzeczy, angażujemy przeróżne ścieżki neuronowe, a wszystkie neurony w mózgu spełniają jakąś funkcję i są użyteczne w ten czy inny sposób.

Jeśli jednak jesteś wyjątkowo pedantyczna/pedantyczny (lub masz po prostu do czynienia z neurobiologią) i rozumiesz mit dosłownie – wtedy jest jeszcze ciekawiej.

Co by się stało, gdyby wszystkie neurony w mózgu odpaliłyby równocześnie? Odpowiedź jest prosta – dostalibyśmy ataku padaczki.

A konkretniej, toniczno-klonicznego napadu padaczki. Bo ten rodzaj napadu to właśnie wyładowania wielu neuronów naraz, na obszarze całego mózgu. Głównym bohaterem filmu nie byłaby wtedy Lucy, ale jej lekarze.

jak zwiększyć możliwości mózgu

Lekarze Lucy – w kinach od 14 sierpnia!

Co zrobiłbyś/zrobiłabyś, mając dostęp do 100% mózgu?

W zwiastunie filmu Morgan Freeman sugeruje, że uzyskanie dostępu do 100% mózgu doprowadziłoby do bardzo interesujących rzeczy. Postanowiłem więc, specjalnie dla Was, zademonstrować do czego jestem zdolny wykorzystując swój mózg w 100%. Oto efekt:

jak zwiekszyc mozliwosci swojego mozgu

Jak widzicie – zaparzyłem kawę.

A Wy? Co jesteście w stanie zrobić, mając dostęp do 100% mózgu?

brain-40377_1280 roz2

Neurobigos jest na Facebooku oraz Twitterze – śledzenie mnie sprawi, że wykorzystacie 100% mózgu :)

Zobaczcie też inne wpisy na blogu – obalam więcej mitów i piszę o ciekawych badaniach.

***

P.S.1 Lucy nie jest jedynym filmem wykorzystującym mity związane z mózgiem. Jeśli jesteście ciekawi, jakie inne filmy są winne temu przewinieniu – oraz jak można by poprawić Lucy – zapraszam do lektury interesującego wpisu na blogu Węglowy Szowinista.

P.S.2 Ciężko być oryginalnym jeśli idzie o pisywanie mitu, który był obalany tak często, a którego obalenie wymaga jedynie podstawowej wiedzy z neurobiologii. W anglojęzycznym internecie znajdziecie więc tego o wiele więcej.