…czyli co cię nie zabije, to cię wzmocni.

Notka: okazało się, że na ten sam temat równolegle pisał Rafał Marszałek, autor bloga Nic Prostszego. Wpis o którym mowa został także opublikowany dzisiaj – analizuje on jednak temat bardziej szczegółowo. Bardzo zachęcam do lektury pod tym linkiem.

Ruszyła kolejna edycja Tygodnia Otwartego Dostępu (Open Access Week) – obchodzonego także i w Polsce. Bardzo zachęcam do zapoznania się z harmonogramem imprez na blogu Warsztat Badacza Emanuela Kulczyckiego.

Jednak tegoroczne świętowanie odbywa się w cieniu zmasowanego ataku na model Open Access – ataku, który miał obnażyć słabości systemu i go ośmieszyć. Ataku, który nie dość że się nie powiódł – to jeszcze dodatkowo wzmocnił jego pozycję.

File:Open Access logo PLoS white.svg

Nieoficjalne logo ruchu Open Access.

Open access, podobnie jak znane programistom open source, oznacza wolność informacji i nieograniczony do nich dostęp. Jest to odejście od modelu nauki zamkniętej, płatnej, dostępnej tylko dla wąskiego grona odbiorców. Tradycyjny system publikacji jest przez wielu uważany za powolny oraz podatny na nadużycia.

Jednak Open Access ma także wielu przeciwników. Według nich, czasopisma Open Access są równoznaczne ze słabą jakością publikacji. Są miejscem, gdzie publikuje się wtedy, gdy nie ma już innego wyjścia. Głównym celem ataków jest flagowe czasopismo open access – Plos ONE. W tradycyjnym systemie, decyzja o opublikowaniu badania opiera się na tym, czy jest ono metodologicznie poprawne, oraz czy wnosi coś nowego do dziedziny. Te największe czasopisma (wliczając w to oczywiście Nature) kładą duży nacisk na to kryterium. Choć na pierwszy rzut oka ma to sens, w rzeczywistości prowadzi do wielu problemów – by wymienic chociażby efekt szuflady (który wyjaśniałem już wcześniej).

Jednak Plos ONE wypiął się na taki stan rzeczy i publikuje wszystkie artykuły, niezależnie od tego jak bardzo są one w stanie zainteresowac wydawcę – tak długo jak praca jest naukowo poprawna (przeczytać możemy o tym na blogu Nic Prostszego).

Skoro Plos ONE oraz inne otwarte pisma opublikują cokolwiek – jak lepiej nie podkreślić ich słabości, jak przez opublikowanie w nich sfałszowanych artykułów?

Dziennikarz naukowy John Bohannon z pisma Science zrobił dokładnie coś takiego – sfabrykował artykuł (przyjmując dźwięczne imię Ocorrafoo Cobange z Instytutu Medycyny w Wassee) i wysłał go do ponad 300 czasopism open access.

Na pierwszy rzut oka prowokacja powiodła się – 157 czasopism zatwierdziło fałszywy artykuł, a tylko 98 go odrzuciło. Po takim uderzeniu open access nie miał prawa się podnieść.

Czyżby?

Już od początku jednak prowokacji zarzucono… brak grupy kontrolnej. Innymi słowy – fałszywe artykuły porozsyłano jedynie do otwartych czasopism. Gdyby wysłać je także do tradycyjnych wydawców i pokazać, że ci zorientowali się w porę i nie zaakceptowali badania, faktycznie mielibyśmy do czynienia z silnym argumentem przeciwko jakości publikacji w open access. Tak się jednak nie stało.

Co gorsza (dla tradycyjnych wydawców), zamknięte wydawnictwa nie są wcale odporne na publikowanie podejrzanych artykułów. Jakiś czas temu Journal of Applied Mathematics – czyli czasopismo stricte matematyczne – opubikowało artykuł, który był matematycznie bezsensu. To samo czasopismo opublikowało także inny, w którym autor stwierdza pod koniec, że zarówno nauka jak i duchowość pochodzą z kosmosu.

Zdaje się, że zamiast ataku na open access mieliśmy zatem do czynienia z atakiem na... system recenzji naukowej (peer-review), który działa podobnie w obu przypadkach (i z którego także wielu jest niezadowolonych).

To jednak nie wszystko – najlepsze dopiero przed nami.

Wspomniałem, że 98 czasopism Open Access rozpoznało i odrzuciło sfałszowany artykuł. Zgadnijcie, które było jednym z nich.

Tak.

Plos ONE.

Chyba właśnie ktoś sobie strzelił samobója.

brain-40377_1280 roz2

P.S. Link do harmonogramu imprez Open Access Week w Polsce znajduje się tutaj. Zachęcam także do zapoznania się z Dziesięcioma Przykazaniami Open Access. I jeszcze raz – link do wpisu na blogu Nic Prostszego, gdzie prowokacja jest opisana dogłębniej. A ilustrację Kapitana Ameryki mam stąd.